środa, 22 maja 2013

Szkolni „niezniszczalni”:)




Trzydniowy wypad grupy z klas o kierunku policyjno –prawnym,  szkolącej się w zakresie samoobrony  do Rycerki Dolnej, stanowi  dla jego uczestników wyjątkowe wspomnienie. Wyjazd zorganizowali nasi trenerzy:  pan Damian, pani Małgorzata oraz pan Sebastian. Są oni  licencjonowanymi instruktorami, pan Damian jest wielokrotnym medalistą Mistrzostw Europy oraz Mistrzostw i Pucharów Polski w walkach light contact. Sekcja z Wojkowic została połączona z sekcją Kick-boxingu z Czeladzi w jedną całą kompanię. Rozmowa ze szkolną grupą „niezniszczalnych” znakomicie oddaje  emocje towarzyszące każdej minucie  pobytu w Rycerce Dolnej.

W jakim celu pojechałyście do Rycerki Dolnej?
Główny cel wyjazdu to doskonalenie umiejętności, które mieliśmy okazję poznać na zajęciach z samoobrony. Było to dla nas szkolenie o charakterze wojskowym.
Zdradzicie nam tajniki sposobów, jakimi poprawiałyście Wasze zdolności?
Przede wszystkim nasz trener nie dawał nam czasu na odpoczynek. Mieliśmy treningi z musztry, poznaliśmy elementy taktyki zielonej i czarnej. Zorganizowano również dla nas zajęcia na strzelnicy, z niewerbalnego przekazywania informacji  oraz grę w paintaball’a.

Co najbardziej Wam się spodobało?
Chyba nie ma rzeczy, która by nam się nie spodobała. Jednak najbardziej elementy Kick-boxingu, granaty dymne i wybuchowe oraz alarmy nocne.
Jak wyglądały te alarmy?
Podczas ciszy nocnej, gdy większość z nas już spała, usłyszeliśmy potężny huk. Wszyscy wybiegli przerażeni z pokoju, nie wiedząc ,co się stało. Okazało się, że był to sprawdzian naszej czujności. Został on przygotowany przez trenera, który miał z nas niezły ubaw. 
Czy podczas tych alarmów obowiązywał jakiś strój? Przecież to była noc…
Trenera nie interesowało, w jakim stroju wyszłyśmy na zbiórkę.  Ważne, byleby się wyrobić w czasie. Niektórzy wyszli w piżamach i krótkich spodenkach, a było dość chłodno…
Czy Wy – dziewczyny – byłyście traktowane przez trenera z przymrużeniem oka?
Nawet nie mogłyśmy o tym pomyśleć. Wszyscy byliśmy jednakowo traktowani. Zadania wykonywaliśmy w identyczny sposób, nieważne czy były to pompki, czy przeprawa szturmowa przez rzekę.
Co dały Wam tak ciężkie warunki?
Zajęcia dały nam bardzo dużo, przede wszystkim każdemu z nas poprawiła się kondycja.
Czas był napięty, wszystko dokładnie zorganizowane. Czy wydarzyło się coś, co szczególnie Was zdziwiło?
Nie wszystko było specjalnie ustawione… W jeden dzień wyjazdu większość ogarnęło przerażenie, gdy okazało się, że zginął Hulk – pies trenera. Pomimo później pory cała kompania z latarkami w rękach zerwała się na nogi i rozpoczęła poszukiwania… Przeszukaliśmy cały las, byliśmy nawet nad rzeką, ale nigdzie go nie było. Trener nawet zażartował, byśmy przeszukali pokoje, bo może gdzieś tam się kryje.
Odnaleźliście w końcu zgubę, czy wróciliście bez jednego „brata”?
Na szczęście znaleźliśmy go. Byliśmy niesamowicie zdziwieni a zarazem rozbawieni, gdy wyszło na jaw, że Hulk naprawdę był w jednym z pokoi...
Na koniec jeszcze jedno pytanie: czy chciałybyście powtórzyć ten wyjazd?
Nic nie zdarza się dwa razy, dlatego mamy nadzieję, że czerwcowy wyjazd będzie jeszcze lepszy. Pomimo wyczerpujących treningów, nikt nie może się go doczekać.
Dziękujemy za rozmowę.
Dziękujemy.

Wywiad przeprowadziły: Kasia Jeszke i Iza Kowalska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz