czwartek, 2 maja 2013

Koledzy mówili, ze ma w nogach dynamit… czyli o Piotrze Żyle i skokach narciarskich Rozmowa z trenerem Januszem Szturcem

Jan Szturc to polski skoczek oraz trener skoków narciarskich; wujek i pierwszy trener Adama Małysza.  Mieszkał z Adamem Małyszem pod jednym dachem, kiedy ten był dzieckiem. Szkolił go do skończenia przez skoczka 16 lat. W późniejszych latach wielokrotnie trenował go, gdy ten miał kryzysy formy lub problemy z techniką skoku. Oprócz niego szkolił również Piotra Żyłę. To właśnie  o Piotrze rozmawialiśmy z trenerem Szturcem.
                                                                                                                                                 

Słyszeliśmy, że obecnie trwa okres roztrenowania. Co to znaczy?
J. Sz.: Tak, 27 marca zakończyliśmy sezon mistrzostwami. Teraz jest jedyny czas na wypoczynek, na przykład mój wychowanek – Piotr Żyła – udaje się na taki tygodniowy urlop do Egiptu.

Jak ocenia Pan formę Piotrka Żyły? Liczy Pan na lepsze wyniki w następnym sezonie?
J.Sz.: Jestem bardzo zadowolony z osiągnięć Piotrka. 17 marca  to dzień jego pierwszego zwycięstwa w pucharze świata. W przeszłości wygrał tam  też Adam Małysz. Co do Piotrka - poprzeczka została bardzo wysoko podniesiona. Będzie to bardzo trudny sezon – igrzyska olimpijskie w Soczi.

Jakimi cechami -  na przykładzie Pana wychowanka Piotrka – powinien odznaczać się medalowy skoczek?
J.Sz.: Przede wszystkim Piotrek ma talent i chęć zdobywania, chęć do treningów i wiarę w to, co robi. Posiada także chęć dojścia do wysokiego wyniku. Nigdy się nie poddawał, nawet gdy miał kryzys w 2010 roku, kiedy został odsunięty z kadry. Nie brakuje mu także mocy w nogach, siły odbicia. Piotr ma dobre BMI – 174cm wysokości i 59kg z kombinezonem bez kasku.

Czy jest jakaś idealna dieta przeznaczona dla skoczków?
J.Sz.: Nie ma takiej diety. Skoczkowie wszystkiego skosztują, ale po trochu. Na śniadania niezbyt dużo pieczywa, często wydłubują środek i jedzą tylko skórkę. Nabiał i wędlinę w granicach rozsądku. Spożywają to w celu zdobycia siły, ale z umiarem, by utrzymać się w prawidłowej wadze. W sezonie zimowym waga często schodzi, w tym wypadku skoczkowie uzupełniają ją napojami, ale z tym też nie przesadzają.

Czy waga ma jakiś związek z ceną kombinezonu dla danego skoczka?
J.Sz.: Tak. Im cięższy skoczek, tym dłuższa narta, a  im dłuższa narta, tym wyższa cena.

Jaki był Piotrek jako dziecko?
J.Sz.: Z Piotrkiem pracuję od drugiej klasy szkoły podstawowej. Uczęszczał on do niej razem z moim  synem. Piotrek od wczesnych lat był niesamowicie wysportowany, miał dobrą koordynację ruchową. Po każdym treningu miał niedosyt. Chodził na wyciąg do trenera, by pojeździć w nagrodę. On zawsze musiał zrobić więcej skoków niż koledzy. Był ambitnym skoczkiem – chciał wygrywać. Miał predyspozycję, jeśli chodzi o biegi – był wytrzymały. Jego oczkiem w głowie była akrobatyka – kręcił salta. Grał również w piłkę nożną. Niejeden piłkarz mógł mu pozazdrościć sprytu i wytrzymałości na boisku. Do  szesnastego  roku życia zajmował się kombinacją  norweską. Jednak zawsze bardziej cieszyły go skoki.

Jakim człowiekiem jest Piotr Żyła i jak się z nim pracuje?
J.Sz.: Piotrek z niezwykłą radością podchodzi do treningów. Zawsze jest uśmiechnięty i optymistycznie nastawiony do życia. Chociaż zostanie sfaulowany, to nie jest zły. Jeśli mu coś nie wyjdzie na skoczni, to trochę się martwi, ale się nie załamuje. On już od dzieciństwa cieszył się ze skoków zarówno swoich, jak i kolegów. Życzył im jak najlepiej, nigdy nie był zazdrosny, tylko gratulował osiągnięć.

Czy spodziewał się Pan, ze Piotr osiągnie tak wiele?
J.Sz.: Tak, Piotrek wyróżniał się spośród swoich rówieśników dobrymi skokami. Jego nogi były jak sarenki, taka sprężynka… Koledzy mówili, że ma w nogach dynamit.

Czy zna Pan prywatnie Piotrka Żyłę?
J.Sz.: Nawet się Państwo nie spodziewają jak bardzo. Mamy rodzinne powiązania. Mama Adama to moja kuzynka. Wychowaliśmy się w jednym domu, gdzie mieszkaliśmy dopóty dopóki nie założyliśmy własnych rodzin. Piotrek również należy do tej jednej wielkiej rodziny – ożenił się bowiem z kuzynką Adama.

Na zakończenie proszę zdradzić nam jakąś ciekawostkę na temat Adama Małysza.
J.Sz.: Pewnego dnia, gdy poszedłem do babci Heleny, zauważyłem Adama idącego z plecakiem w góry. Bardzo mnie to zdziwiło, bowiem był to okres roztrenowania. Wypytałem o tą sytuację babcię, która wyjaśniła mi, że wziął on do tego plecaka cegły, by idąc w góry mieć dodatkowe obciążenie. Wpływało to na wzmocnienie nóg i wytrzymałość.

Dziękujemy za rozmowę.
J.Sz.:Dziękuję.

Rozmawiały:
Kasia Jeszke i Iza Kowalska ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz