środa, 22 maja 2013

Grafika komputerowa w gazecie – warsztaty z panią Anetą Frączak z „Dziennika Zachodniego”





Dziś, tj. 16 maja 2013r. mieliśmy okazję poznać Panią Anetę Frątczak, grafika komputerowego z działu technicznego Dziennika Zachodniego, która poprowadziła z nami zajęcia.  Poznaliśmy wiele ciekawostek dotyczących prasy drukowanej oraz szczegółów jej powstawania.     
Oprócz niezbyt pokrzepiających nas wieści o godzinach pracy dziennikarza, o których wspominał nam już wcześniej Pan Tomasz Kuczyński, usłyszeliśmy również, że jest to  bardzo trudna i wymagająca praca, przeznaczona głównie dla ludzi „lubiących szukać”. Początkujący w tej branży nie mają łatwego życia, ponieważ z reguły dostają najgorsze zadania. Poza tym dziennikarz musi zajmować się wszystkim, począwszy od szukania tematów i robienia zdjęć, skończywszy na pisaniu gazety i zadbaniu o to, by jego artykuł znalazł się w Internecie. A ten ostatnio jest częściej wybierany od prasy drukowanej, czego dowodem jest spadek liczby kupowanych gazet.
Okazuje się, że gazety coraz częściej rezygnują z zatrudniania korektorów na rzecz programów edytorskich, co jest sporą oszczędnością. To już nie te czasy, kiedy tekst nie mógł przejść bez aprobaty tych ludzi. Mimo to Pani Aneta Frątczak bardzo dokładnie wytłumaczyła nam, jak wygląda praca korektora, czyli zaznaczanie błędów w kółko i przenoszenie ich na margines tak, by były one dobrze widoczne. Dowiedzieliśmy się również, jak dużą rolę odgrywają reklamy.  Zajmują one przeważnie prawe strony gazet, czyli te najbardziej czytelne.  Gazety rzadko zmieniają coś w swoim wyglądzie, ponieważ redakcje  boją się stracić czytelników, przyzwyczajonych do określonej szaty graficznej.
Zobaczyliśmy także na własne oczy, jak wyglądają początki tworzenia gazety, mianowicie makiety wypełnione kwadratami i falującymi liniami w przyszłości będącymi zapewne jakimś tekstem i zdjęciami. Tak przynajmniej zapewniała nas Pani Aneta Frątczak, której serdecznie dziękujemy za przeprowadzenie zajęć.




Szkolni „niezniszczalni”:)




Trzydniowy wypad grupy z klas o kierunku policyjno –prawnym,  szkolącej się w zakresie samoobrony  do Rycerki Dolnej, stanowi  dla jego uczestników wyjątkowe wspomnienie. Wyjazd zorganizowali nasi trenerzy:  pan Damian, pani Małgorzata oraz pan Sebastian. Są oni  licencjonowanymi instruktorami, pan Damian jest wielokrotnym medalistą Mistrzostw Europy oraz Mistrzostw i Pucharów Polski w walkach light contact. Sekcja z Wojkowic została połączona z sekcją Kick-boxingu z Czeladzi w jedną całą kompanię. Rozmowa ze szkolną grupą „niezniszczalnych” znakomicie oddaje  emocje towarzyszące każdej minucie  pobytu w Rycerce Dolnej.

W jakim celu pojechałyście do Rycerki Dolnej?
Główny cel wyjazdu to doskonalenie umiejętności, które mieliśmy okazję poznać na zajęciach z samoobrony. Było to dla nas szkolenie o charakterze wojskowym.
Zdradzicie nam tajniki sposobów, jakimi poprawiałyście Wasze zdolności?
Przede wszystkim nasz trener nie dawał nam czasu na odpoczynek. Mieliśmy treningi z musztry, poznaliśmy elementy taktyki zielonej i czarnej. Zorganizowano również dla nas zajęcia na strzelnicy, z niewerbalnego przekazywania informacji  oraz grę w paintaball’a.

Co najbardziej Wam się spodobało?
Chyba nie ma rzeczy, która by nam się nie spodobała. Jednak najbardziej elementy Kick-boxingu, granaty dymne i wybuchowe oraz alarmy nocne.
Jak wyglądały te alarmy?
Podczas ciszy nocnej, gdy większość z nas już spała, usłyszeliśmy potężny huk. Wszyscy wybiegli przerażeni z pokoju, nie wiedząc ,co się stało. Okazało się, że był to sprawdzian naszej czujności. Został on przygotowany przez trenera, który miał z nas niezły ubaw. 
Czy podczas tych alarmów obowiązywał jakiś strój? Przecież to była noc…
Trenera nie interesowało, w jakim stroju wyszłyśmy na zbiórkę.  Ważne, byleby się wyrobić w czasie. Niektórzy wyszli w piżamach i krótkich spodenkach, a było dość chłodno…
Czy Wy – dziewczyny – byłyście traktowane przez trenera z przymrużeniem oka?
Nawet nie mogłyśmy o tym pomyśleć. Wszyscy byliśmy jednakowo traktowani. Zadania wykonywaliśmy w identyczny sposób, nieważne czy były to pompki, czy przeprawa szturmowa przez rzekę.
Co dały Wam tak ciężkie warunki?
Zajęcia dały nam bardzo dużo, przede wszystkim każdemu z nas poprawiła się kondycja.
Czas był napięty, wszystko dokładnie zorganizowane. Czy wydarzyło się coś, co szczególnie Was zdziwiło?
Nie wszystko było specjalnie ustawione… W jeden dzień wyjazdu większość ogarnęło przerażenie, gdy okazało się, że zginął Hulk – pies trenera. Pomimo później pory cała kompania z latarkami w rękach zerwała się na nogi i rozpoczęła poszukiwania… Przeszukaliśmy cały las, byliśmy nawet nad rzeką, ale nigdzie go nie było. Trener nawet zażartował, byśmy przeszukali pokoje, bo może gdzieś tam się kryje.
Odnaleźliście w końcu zgubę, czy wróciliście bez jednego „brata”?
Na szczęście znaleźliśmy go. Byliśmy niesamowicie zdziwieni a zarazem rozbawieni, gdy wyszło na jaw, że Hulk naprawdę był w jednym z pokoi...
Na koniec jeszcze jedno pytanie: czy chciałybyście powtórzyć ten wyjazd?
Nic nie zdarza się dwa razy, dlatego mamy nadzieję, że czerwcowy wyjazd będzie jeszcze lepszy. Pomimo wyczerpujących treningów, nikt nie może się go doczekać.
Dziękujemy za rozmowę.
Dziękujemy.

Wywiad przeprowadziły: Kasia Jeszke i Iza Kowalska

24h na dobę przez 7 dni w tygodniu – Dzień Przedsiębiorczości w TVN 24.




            Dzięki tegorocznemu Dniu Przedsiębiorczości, miałyśmy okazję zobaczyć, jak wygląda nasza przyszła praca dziennikarzy. 17.04.2013r. odwiedziłyśmy katowicki oddział TVN24. Po przywitaniu przez szefa i producenta oddziału - Tomasza Ciesielskiego – rozmawiałyśmy z osobami, dzięki którym poznajemy codzienne newsy ze świata na bieżąco.
            Dziennikarze oraz operatorzy kamer udzielili nam cennych rad oraz wskazówek na przyszłość. Od teraz wiemy, że zawsze musimy być przygotowane na każde wydarzenie. Nie ma czasu na domowe wizyty w czasie pracy, by się przebrać w celu dostosowania do sytuacji, czy pogody. Wszystkie powinnyśmy mieć 3 pary butów pod stołem oraz 5 par butów w aucie. Niezbędne są także swetry czy stroje wizytowe..
            Zostałyśmy zaskoczone pytaniem „czy jesteście normalne?”. Nie wiedziałyśmy, co odpowiedzieć… Szybko jednak zostało wyjaśnione, że osoby poukładane, skrupulatne i przesadnie trzymające się ustalonego przez siebie harmonogramu dnia nie odnajdą się w tym fachu. Życie towarzyskie również odejdzie na dalszy plan. Po dziesiątym nieodebranym telefonie znajomi przestaną już dzwonić. Wtedy kolej będzie na nas i to my będziemy musiały się odezwać ten następny – jedenasty raz.
            Dowiedziałyśmy się też, że dziennikarz tak naprawdę nigdy się nie rozstaje z pracą. Nawet gdy wyjedzie z rodziną na wakacje. Jako przykład podano nam urlop jednej z dziennikarek TVN24, która spędzała go w Egipcie. Pracownik TVN24, widząc wypadek, długo się nie zastanawiała. Od razu sięgnęła po telefon i zdała relację. Trochę nas to przeraziło, gdyż myślałyśmy, że istnieje granica pomiędzy pracą a życiem prywatnym…
            Cechy dobrego dziennikarza, jakie poznałyśmy już wcześniej, zostały potwierdzone. Cieszymy się, iż niektóre z nich już posiadamy. Na szczęście nie mamy problemów z łatwym nawiązywaniem kontaktów z ludźmi i umiejętnością prowadzenia rozmowy, a nasza dociekliwość pozwala nam na uzyskanie jak największej ilości informacji.
            Możliwość nagrania setki na temat przebudowy Katowic była nie lada wyzwaniem. Pomimo, iż nie do końca jesteśmy z siebie zadowolone, to sprostałyśmy temu zadaniu.  Mamy nadzieję, że w przyszłości powtórzymy taki wyjazd. Chcemy tego, bowiem dużo on nam dał i sprawił, że nasze plany zawodowe na razie nie uległy zmianie. Obecnie jesteśmy w pierwszej klasie liceum, więc mamy jeszcze trochę czasu na weryfikację. Dlatego jesteśmy pewne, że w następnym roku również weźmiemy udział w Dniu Przedsiębiorczości.

Kasia Jeszke i Iza Kowalska

czwartek, 2 maja 2013

Koledzy mówili, ze ma w nogach dynamit… czyli o Piotrze Żyle i skokach narciarskich Rozmowa z trenerem Januszem Szturcem

Jan Szturc to polski skoczek oraz trener skoków narciarskich; wujek i pierwszy trener Adama Małysza.  Mieszkał z Adamem Małyszem pod jednym dachem, kiedy ten był dzieckiem. Szkolił go do skończenia przez skoczka 16 lat. W późniejszych latach wielokrotnie trenował go, gdy ten miał kryzysy formy lub problemy z techniką skoku. Oprócz niego szkolił również Piotra Żyłę. To właśnie  o Piotrze rozmawialiśmy z trenerem Szturcem.
                                                                                                                                                 

Słyszeliśmy, że obecnie trwa okres roztrenowania. Co to znaczy?
J. Sz.: Tak, 27 marca zakończyliśmy sezon mistrzostwami. Teraz jest jedyny czas na wypoczynek, na przykład mój wychowanek – Piotr Żyła – udaje się na taki tygodniowy urlop do Egiptu.

Jak ocenia Pan formę Piotrka Żyły? Liczy Pan na lepsze wyniki w następnym sezonie?
J.Sz.: Jestem bardzo zadowolony z osiągnięć Piotrka. 17 marca  to dzień jego pierwszego zwycięstwa w pucharze świata. W przeszłości wygrał tam  też Adam Małysz. Co do Piotrka - poprzeczka została bardzo wysoko podniesiona. Będzie to bardzo trudny sezon – igrzyska olimpijskie w Soczi.

Jakimi cechami -  na przykładzie Pana wychowanka Piotrka – powinien odznaczać się medalowy skoczek?
J.Sz.: Przede wszystkim Piotrek ma talent i chęć zdobywania, chęć do treningów i wiarę w to, co robi. Posiada także chęć dojścia do wysokiego wyniku. Nigdy się nie poddawał, nawet gdy miał kryzys w 2010 roku, kiedy został odsunięty z kadry. Nie brakuje mu także mocy w nogach, siły odbicia. Piotr ma dobre BMI – 174cm wysokości i 59kg z kombinezonem bez kasku.

Czy jest jakaś idealna dieta przeznaczona dla skoczków?
J.Sz.: Nie ma takiej diety. Skoczkowie wszystkiego skosztują, ale po trochu. Na śniadania niezbyt dużo pieczywa, często wydłubują środek i jedzą tylko skórkę. Nabiał i wędlinę w granicach rozsądku. Spożywają to w celu zdobycia siły, ale z umiarem, by utrzymać się w prawidłowej wadze. W sezonie zimowym waga często schodzi, w tym wypadku skoczkowie uzupełniają ją napojami, ale z tym też nie przesadzają.

Czy waga ma jakiś związek z ceną kombinezonu dla danego skoczka?
J.Sz.: Tak. Im cięższy skoczek, tym dłuższa narta, a  im dłuższa narta, tym wyższa cena.

Jaki był Piotrek jako dziecko?
J.Sz.: Z Piotrkiem pracuję od drugiej klasy szkoły podstawowej. Uczęszczał on do niej razem z moim  synem. Piotrek od wczesnych lat był niesamowicie wysportowany, miał dobrą koordynację ruchową. Po każdym treningu miał niedosyt. Chodził na wyciąg do trenera, by pojeździć w nagrodę. On zawsze musiał zrobić więcej skoków niż koledzy. Był ambitnym skoczkiem – chciał wygrywać. Miał predyspozycję, jeśli chodzi o biegi – był wytrzymały. Jego oczkiem w głowie była akrobatyka – kręcił salta. Grał również w piłkę nożną. Niejeden piłkarz mógł mu pozazdrościć sprytu i wytrzymałości na boisku. Do  szesnastego  roku życia zajmował się kombinacją  norweską. Jednak zawsze bardziej cieszyły go skoki.

Jakim człowiekiem jest Piotr Żyła i jak się z nim pracuje?
J.Sz.: Piotrek z niezwykłą radością podchodzi do treningów. Zawsze jest uśmiechnięty i optymistycznie nastawiony do życia. Chociaż zostanie sfaulowany, to nie jest zły. Jeśli mu coś nie wyjdzie na skoczni, to trochę się martwi, ale się nie załamuje. On już od dzieciństwa cieszył się ze skoków zarówno swoich, jak i kolegów. Życzył im jak najlepiej, nigdy nie był zazdrosny, tylko gratulował osiągnięć.

Czy spodziewał się Pan, ze Piotr osiągnie tak wiele?
J.Sz.: Tak, Piotrek wyróżniał się spośród swoich rówieśników dobrymi skokami. Jego nogi były jak sarenki, taka sprężynka… Koledzy mówili, że ma w nogach dynamit.

Czy zna Pan prywatnie Piotrka Żyłę?
J.Sz.: Nawet się Państwo nie spodziewają jak bardzo. Mamy rodzinne powiązania. Mama Adama to moja kuzynka. Wychowaliśmy się w jednym domu, gdzie mieszkaliśmy dopóty dopóki nie założyliśmy własnych rodzin. Piotrek również należy do tej jednej wielkiej rodziny – ożenił się bowiem z kuzynką Adama.

Na zakończenie proszę zdradzić nam jakąś ciekawostkę na temat Adama Małysza.
J.Sz.: Pewnego dnia, gdy poszedłem do babci Heleny, zauważyłem Adama idącego z plecakiem w góry. Bardzo mnie to zdziwiło, bowiem był to okres roztrenowania. Wypytałem o tą sytuację babcię, która wyjaśniła mi, że wziął on do tego plecaka cegły, by idąc w góry mieć dodatkowe obciążenie. Wpływało to na wzmocnienie nóg i wytrzymałość.

Dziękujemy za rozmowę.
J.Sz.:Dziękuję.

Rozmawiały:
Kasia Jeszke i Iza Kowalska ;)




Wywiad z Wojtkiem Grelą - zdobywacą II miejsca w wojewódzkich eliminacjach Ogólnopolskiego Turnieju Wiedzy Pożarniczej!

Znów mamy się czym pochwalić! Wojciech Grela – uczeń Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Wojkowicach- zdobył II miejsce w Wojewódzkim Etapie Ogólnopolskiego Turnieju Wiedzy Pożarniczej, który odbył się 20 kwietnia w Siewierzu w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury.  

Jakie są twoje zainteresowania, szkolne i pozaszkolne?
W: Zainteresowania szkolne i pozaszkolne są podobne, jest to na pewno straż, sporty pożarnicze oraz inne zajęcia związane z tym zawodem. Poza szkołą zajmuję się również muzyką, Można powiedzieć, że straż to całe moje życie, bo wszystko kręci się wokół niej.
Skąd pomysł na wstąpienie w szeregi OSP? Czy było to motywowane  tradycjami rodzinnymi, czy był to wyłącznie Twój wybór?
W: W rodzinie mam samych policjantów, lecz strażaków z zamiłowania. Wstąpiłem do OSP, w którym działali mój tata i dziadek. Bardzo pasjonowało mnie to, co robią w wolnym czasie. Dotarłem do swojego powołania poprzez muzykę, ponieważ zaczynałem tylko od grania w orkiestrze strażackiej.
Jak przygotowywałeś się do konkursu?
W: Bardzo duży wkład w moje przygotowania miał mój naczelnik, który pracuje w PSP w Bytomiu . Dostałem od niego, jego kolegów oraz pana Michała Niedbały wiele książek, informacji z internetu i parę bardzo trafnych materiałów. Wyniosłem też sporo z tego, co wykonuję na co dzień. W kolejnym etapie będą ćwiczenia praktyczne, więc teraz skupię się na skręcaniu węży, ćwiczeniu pierwszej pomocy oraz wiązaniu węzłów.
Mówiłeś że od kilku lat aktywnie działasz w OSP, czy to nie koliduję z nauką?
W: Staram się pogodzić naukę ze swoją pasją. Matura już  niedługo, a to od niej zależy, czy dostanę się do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Wiadomo, że mam czasami chwilę lenistwa i wolałbym pójść do straży, ale uczyć się trzeba...
Czy zajęcie II miejsca w konkursie „Młodzież zapobiega pożarom” jest dla Ciebie sukcesem?
W: Zajęcie II miejsca to dla mnie największy sukces – już trzeci raz brałem udział w tym konkursie. Pierwszy raz  w podstawówce i gimnazjum, ale bez większych osiągnięć. W pierwszej klasie liceum zająłem trzecie miejsce na szczeblu powiatowym, w drugiej klasie zdobyłem pierwsze miejsce, co zakwalifikowało mnie do konkursu wojewódzkiego. Teraz jestem na szczeblu ogólnopolskim, co jest szczytem moich marzeń. Jako  że chciałbym być zawodowym strażakiem, zdobycie jakiegoś znaczącego miejsca daje mi duże możliwości.
Czy masz jakąś alternatywę gdyby ze strażą jednak nie wyszło?
W: Gdyby wszystkie plany zawiodły, będę kontynuował tradycję rodzinną.
Czy ciężko jest Ci się rozstać z naszą szkołą? Co zapamiętasz najbardziej?
W: Bardzo ciężko jest mi się rozstać, strasznie zżyłem się z nauczycielami,  mam bardzo zgraną klasę . Myślę, że będziemy się ze sobą spotykali po zakończeniu szkoły. Gdybym miał wybierać jeszcze raz liceum, to mój wybór pozostałby niezmienny. Najbardziej zapamiętałem deltę  (śmiech) , a tak naprawdę  trzydniowy wyjazd do Centralnej Szkoły Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie. Czuliśmy się jak prawdziwi kadeci. Dla wielu z nas była to przygoda życia.
Wiemy, że jesteś wszechstronnie uzdolniony, również muzycznie. Opowiedz nam o swojej przygodzie z zespołem Firefighters.
W: Moja przygoda z zespołem zaczęła się w dość dziwny sposób. Najpierw zespół założył ksiądz Rafał Madeja i zwrócił się z prośbą do Patryka Kocota,  żeby zagrał na gitarze na mszy.  Słyszałem tę rozmowę i zaproponowałem również swoją grę na puzonie. Potem do naszej dwójki dołączył Tomek Niedbała, znakomity klawiszowiec. W ciągu tych trzech lat staliśmy się rozpoznawali i zapraszano nas na wiele festynów, eventów oraz nawet na  rozpoczęcie roku szkolnego w czeladzkim gimnazjum. Mimo iż ja i Patryk odchodzimy w tym roku, zespół będzie dalej działał, lecz w nieco odmienionym składzie.
Czy jesteś czynnym strażakiem?
W: Tak. Od wielu lat należę do OSP, gdzie biorę czynny udział w akcjach ratowniczo-  gaśniczych oraz zawodach strażackich. Przeszedłem wiele specjalnych kursów pozwalających mi na legalny udział w akcjach.
Czy bycie strażakiem to marzenie, czy wyzwanie dla mężczyzny? Może jedno i drugie?
W: Na pewno jedno i drugie. Książka  „Jak Wojtek został strażakiem” już została napisana (śmiech),  bycie strażakiem było moim marzeniem, jednym z wielu. Chciałem również zostać pilotem i mechanikiem. Jednak tylko marzenie o byciu strażakiem przetrwało i dojrzało ze mną. Stało się moim powołaniem. Jest też dla mnie dużym wyzwaniem, które podejmuję i zamierzam realizować póki zdrowie na to pozwoli.
Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiała Agata Kapias